05. Fabryka

Dodano 3 lipca 2015, w Bez kategorii, przez Corey

Obudziła się wcześniej niż zawsze. Nie zwracając uwagi na wczesną godzinę ruszyła do łazienki wziąć ciepłą kompiel. Kiedy zrobiła wszystkie podstawowe czynności poszła znowu do swojego pokoju i otworzyła balkon. Położyła się na swoim łóżku i zaczęła myśleć. Zaczęła myśleć o tym tajemnym przejściu, w którym.. szybko zerwała się na równe nogi i pobiegła na przedpokój. Założyła swoją szarą bluzę i wzięła torbę. Cicho otworzyła drzwi. Niestety nie obyło się bez potknięcia o futrynę, przez co zrobiła mały hałas. Poczekała kilka chwil, po czym szybko przekroczyła próg mieszkania, zamykając drzwi za sobą. Wolnym krokiem schodziła po schodach, starając się robić jak najmniejsze echo. Kiedy wyszła na świeże powietrze odetchnęła z ulgą. Na dworzu było bardzo zimno, a ona zamiast spać przykryta ciepłą kołdrą chodzi sobie szukając przejścia do kanałów. Ruszyła w stronę parku pewnym krokiem. Mijała mnóstwo kanałów, ale wiedziała, że ten jedyny znajduję się w samym sercu parku. Niespełna 10 minut później znalazła właściwe przejście. Przynajmniej tak jej się wydawało. Weszła wolnym krokiem po drabince, ledwo trzymając ich rękoma, gdyż od zimna, zupełnie jej odmarzły. Zatkała sobie nos i zaczęła się gorączkowo rozglądać. Zobaczyła prostą ścieżkę, która gdzieś prowadziła. Bez zastanowienia ruszyła tam.

- Nie wierzę, że to robię. Corey, co z tobą?- mówiła do siebie rozgniewana dziewczyna.

Kroczyła przed siebie szybkim krokiem od czasu do czasu patrząc za siebie. Po niekrótkim spacerku przez ścieki zauważyła kolejną drabinkę, wspięła się po niej. Kiedy stanęła prosto na swoich przemarzniętych nogach, zobaczyła coś co zabrało jej wdech w piersi.

- Przecież to stara fabryka.- znowu powiedziała do siebie.- Corey, natychmiast zaprzestań do siebie mówić!- zaczęła się denerwować, ponieważ nigdy nie zdarzało się jej coś takiego. Zaczęła iść w stronę fabryki nieubłaganie szybko, prawie biegnąc. Biegła tak szybko, że nie zauważyła kiedy droga skończyła się jej pod nogami i zaczęła spadać w dół. Niezwykle szybko złapała za sznur wiszący obok niej i uniknęła upadku. Położyła rękę na sercu i starała się uspokoić. Spojrzała przed siebie i spostrzegła dość dużą zardzewiałą windę. Ruszyła ku niej. Niepewnie weszła do środka, gdyż bała się sama jeździć windą.

Kiedyś w młodych latach bawiła się z bratem windą w szpitalu kiedy byli odwiedzić kogoś z rodziny. Kiedy wbiegła do niej sama drzwi zatrzasnęły się przed nosem jej brata, a sama była skazana na czekanie aż dojedzie na 4 piętro i się otworzy. Niestety nic takiego się nie stało. Z przerażenia sama próbowała otworzyć drzwi windy, niestety była zbyt słaba, żeby sobie z tym poradzić. Musiała czekać na pomoc, która przyszła dopiero po 30 minutach. Roztrzęsiona dziewczyna obiecywała sobie, że już nigdy nie wejdzie do windy. Aż do teraz.

Nacisnęła czerwony guzik. Winda zamknęła się sprawnym ruchem i zaczęła pomału jechać na górę. Blondynka była tak wystraszona, że usiadła na podłodze, żeby opanować swój strach oraz niepokój panujący w jej duszy. Po chwili winda otworzyła się, a dziewczyna wstała wchodząc do pomieszczenia. Nie była zaskoczona tym co zobaczyła. Komputer na środku pokoju, oraz pełno kabli? Czy to w ogóle powinno zachwycać? Podeszła do komputera i usiadła na fotelu. Ciekawość nie dawała jej spokoju. Zaczęła klikać w przyciski na klawiaturze. Iż miała tylko trójkę z informatyki niezbyt wiedziała co teraz w tym momencie robi.

- Ej, Einstei, dlaczego zabrałeś moją deskę?!- krzyknął ktoś z komputera. Dziewczyna z przerażeniem odsunęła się od komputera, ale po chwili znowu usiadła na miejsce.

- Nie musicie porównywać mnie do Einstena.- powiedziała wystraszona niebieskooka, która założyła słuchawkę do ucha

- Eee.. kim ty jesteś?- spytał głos dziewczyny.

- Zależy kim wy jesteście.- odpowiedziała coraz mniej wystraszona, ale bardziej skołowana. Kiedy usłyszała ponownie otwierającą się windę odwróciła się.

- Corey?! Co ty tutaj robisz?- krzyknął blondyn w okularach

- Corey?!- spytali pozostali.

————————————————————————————————————

Po długiej niestety przerwie dodaje dość nieznaczący rozdział :) Przepraszam za wszystkie zaistniałe błędy.

 

04. Od miłości do nienawiści

Dodano 23 listopada 2014, w Bez kategorii, przez Corey

Otworzyła oczy. Rozejrzała się dookoła badając swoje położenie. Leżała na podłodze w szatni dziewczyn. Wszystko zaczęło jej się przypominać. Spojrzała na swoją rękę. Zobaczyła, że ów ,,tatuaż”, który miała na sobie zaczął się rozchodzić. Z całego znaku zaczęły się robić liście

Agata

 

Dziewczyna się wystraszyła. Jak ona teraz to ukryje przed mamą i bratem. Dobra, przed mamą lepiej, bo za dwa dni wyjeżdża do Anglii i blondynką będzie zajmować się brat. No właśnie, brat. Jak ona ukryje to przed nim!? Wstała wytrzepując się z kurzu.

- Musze szybko wrócić do domu!- powiedziała wystraszona.

Zaczęła ubierać się w swoje ciuchy. Kiedy skończyła wyszła z szatni kierując się w stronę wyjścia szkoły. Szła parkiem do domu. Przeszła koło studzienki kanalizacyjnej. Usłyszała czyjeś bardzo dobrze znane jej głosy. Nie wiadomo dlaczego schowała się za drzewem. Zobaczyła jak z podziemnego wyjścia wychodzą oni.

- Co oni tam robili?- spytała sama siebie Corey.

Postanowiła, że jak będzie ciemno pójdzie sprawdzić co tam jest takiego, że nie brzydzą się wejść do ścieków. Ale na razie musi zamaskować ten tatuaż. Zaczęła biec w stronę swojego bloku.

-Jeżeli patrząc na godzinę Evana jeszcze nie powinno być w domu.- przeszło jej przez myśl.

Wbiegła do domu rzucając plecak w kąt przedpokoju. Pobiegła do kuchni i zaczęła szukać czegoś skutecznego. Znalazła tylko bandaż.

- Lepsze to niż nic. Będę udawać, że coś mi się stało.- mówiła do siebie owijając rękę białym bandażem.

Gdyby ktokolwiek, czyli albo mama albo brat dziewczyny to zauważyli zacząłby się wywiad, a blondynka chciała tego uniknąć. Zrobiła sobie frytki na obiad. Poszła do salonu. Usiadła na sofie i złapała pilota od telewizora. Zaczęła przełączać programy, aż trafiła na jakiś film kryminalny. Zaczęłą go oglądać jedząc frytki. Po skończonym seansie położyła talerz na stole i położyła się. Przykryła się kocem i zasnęła.

Śniło jej się, że jest w jakimś dziwnym miejscu, podobnym do jakiejś super odjechanej gry w jakie gra ona. Są tam Oni. Aelita, Ulrich, Odd, ta czarnowłosa dziewczyna i William. Jakieś zwierzęta ich atakują,a meduza próbuje dorwać różowo włosom dziewczynę. Próbowała coś zrobić, ale jej tak jak by w ogóle nie było. Była jak by powietrzem. Potwory zaczęły strzelać do nich i spychać do przepaści. Zaczęli spadać.

- Corey, kochanie, obudź się.- usłyszała czyiś głos.

Leniwie otworzyła oczy. Zobaczyła twarz bruneta. Jej własnego, rodzonego brata. Spojrzała na rękę czy bandaż na pewno dobrze się trzyma i nie odsłania ani jednego kawałka tego świetnie zaprojektowanego tatuażu. Spojrzała na niego.

- Czemu mnie budzisz?- spytała rozwścieczona.

- Jak wróciłem ze szkoły zobaczyłem, że śpisz, ale Cię nie budziłem. Dopiero jak po dwóch godzinach nie wstałaś to..

- Dobra, to mnie obudziłeś, jasne, rozumiem.- powiedziała Corr siadając na łóżku. Evi dopiero teraz zobaczył bandaż wokoło ramienia blondynki.

- Coś się stało?- spytał pokazując na zabandażowane miejsce.

- Aaaa.. Niee, to nic.- powiedziała chowając rękę pod kocem

- Kochanie, co się stało!- powiedział wkurzonym tonem

- Ale nie mów do mnie w taki sposób!- powiedziała Cory.

- Co to jest?!- krzyknął już nie mogąc wytrzymać.

Szarpnął ją za rękę zdejmując jej bandaż. Zaczął patrzeć dziwnie na znak na ręku blondynki z niebieskimi pasemkami. Spojrzał na nią. Wstał zdenerwowany jeszcze bardziej i poszedł do swojego pokoju.

- Ej, to nie jest tak jak myślisz.- rzuciła się za nim brązowooka.

- Mogłaś chociaż spytać.- powiedział wchodząc do swojego pokoju.

- I ty myślisz, że mogłabym coś takiego zrobić?

- Jak widać! Mama mnie zabije! Teraz ja się tobą opiekuje! Jak wróci z pracy..

- Mama wraca z pracy za cztery godziny.- powiedziała.

Evan głośno zatrzasnął drzwi. Patrzyła na nie kilka minut, aż postanowiła wyjść trochę na dwór się przewietrzyć. Założyła swoją dżinsową kurtkę i weszła na klatkę.

- Straciłam zaufanie mojego starszego brata.- powiedziała sama do siebie.- To jedyna osoba, która mnie kocha.. Czemu mi to zrobiłeś, zrobiłaś?! Kimkolwiek jesteś wiedź, że zadzierasz ze złą osobą.- samotna łezka spłynęła jej po policzku.- Brat mnie nienawidzi!

Po trzech godzinach wróciła do domu zupełnie zapominając, że ma iść zwiedzić tamto miejsce. W kuchni siedział jej brat, pijąc kawę. W łazience było słychać włączoną pralkę.

- Mama jest już w domu?- spytała

- Mhm.- powiedział krótko i znowu wziął łyka kawy.

- No nie obrażaj się na mnie! Nie mogę Ci powiedzieć skąd się to wzięło, bo uznasz, że trzeba iść ze mną do psychiatry, albo jakiegoś szpitala!

- Cześć kochanie!- odezwała się Amanda wchodząc do kuchni.

- Mamo!- krzyknęła rzucając się kobiecie na szyje.

- Dość dawno się nie widziałyśmy.- powiedziała.- Masz ochotę na coś dobrego do jedzenia?

- Nie mamo, dziękuję.- uśmiechnęła się.- Jaka szkoda, że za dwa dni wyjeżdżasz.

- Spokojnie, będziesz miała wspaniałego opiekuna.-powiedziała i puściła oczko do Evigiusza. Uśmiechnął się sztucznie

- Wątpie, że sobie poradze z tym małym potworkiem.- powiedział wkładając brudny kubek do zmywarki.

- Evan, to tylko miesiąc, a proszę Cię o to, bo naprawdę, nie mam co z nią zrobić.

- Mamo, on ma racje, zresztą.. Mogłabyś zapisać mnie do internatu!- zaproponowała, chociaż od razu tego pożałowała.

- Nie, na razie nie będę Cię męczyć takim stresem. Zobaczymy za tydzień czy będziesz chciała..

- Ale mamo, mój brat ma też swoje życie!

- Ale sama też nie będziesz mogła zostać.- powiedziała i wyszła z kuchni. Spojrzała na swojego brata, który spojrzał na nią z nutką nienawiści. Do czego ona doprowadza?! To na pewno wszystko przez ten dym!

- Miłość zamieniam w nienawiść.- powiedziała do siebie i wbiegła do swojego pokoju zamykając go na klucz.

—————————————–

Mamy czwarty rozdział.. Czemu nikt nie czyta mojego bloga? Aż tak źle zaczęłam go pisać? :(

 

03. Zabawa dopiero się zaczyna

Dodano 22 listopada 2014, w Bez kategorii, przez Corey

Corey wstała dość wcześnie. Ciężko podniosła głowę, żeby sprawdzić która godzina.

- Dopiero czwarta!- powiedziała do siebie i usiadła na łóżku.

Schowała głowę w kolanach, żeby się rozbudzić. Podeszła do swojego okna i rozsunęła zasłony. Słońce zaczęło pomału się ujawniać. Podeszła do szafy i wyjęła dżinsową sukienkę ze skórzanymi rękawami i halką. Zaczęła się ubierać. Podeszła do lustra krytycznym wzrokiem obserwując siebie. Wzięła szczotkę z szafki obok i zaczęła czesać sobie włosy w wysokiego kucyka. Kiedy wyszła z pokoju, żeby napić się wody usłyszała śmiech z pokoju swojego starszego brata. Bez zastanawiania się weszła do jego pokoju.

- A ty nie śpisz?- spytała. Spanikowany Evi szybko wyłączył okno swojego komputera.

- Co ty tutaj robisz? Nie wiesz, że się puka?- odpowiedział pytaniem na pytanie.- A ty? Czemu nie śpisz?

- Po kolei.. Słyszałam, że z kimś gadasz więc weszłam. Nie nie wiem, że się puka. Nie śpie, bo najzwyczajniej w świecie mi się nie chce!- zakończyła blondynka z niebieskimi pasemkami.- A ty z kim rozmawiałeś?

- Z koleżanką.- powiedział krótko.

- Czyżby szukała się nowa dziewczyna? Lepsza od tej całej.. Jowity czy tam.. Julity?

- Miała na imie Julita. I raczej wątpie. To tylko koleżanka z nowej szkoły.

- Łał. Masz już przyjaciół.- powiedziała i udawała, że się smuci.- Ja jeszcze nie zdążyłam zabłysnąć.- Evan pokazał głową, żeby usiadła na jego łóżku. Weszła głębiej do pokoju . Usiadła na prostokątnym miękkim łóżku. Zaraz po niej dołączył Evi. Złapał ją za rękę

- Słuchaj. To dopiero pierwszy dzień! No dzisiaj będzie drugi, ale.. Powinnaś być dobrej myśli.- powiedział brat brązowookiej

- Może.. Poznałam już jednego chłopaka. Ma na imie William i ma ciocie, która mieszka na przeciwko nas.- chwaliła się Corr

- Czyli jednak masz przyjaciela?- spytał brunet.

- On nie jest przyjacielem, tylko.. poznanym przypadkowo chłopakiem.- odpowiedział.

- Skoro ma ciocie tutaj koło nas, to może by Cię odwiedził kiedy tylko będzie u niej.

- No coś ty! On już dawno zapomniał, że poznał jakąś Corey!

- Może, porozmawiamy przy śniadaniu?- spytał brązowooki.- Ja dzisiaj mogę coś zrobić.- zaproponował

- Spoko!- powiedziała i poderwała się do góry.- A mamy nie ma?

- Dzisiaj od trzeciej jest w pracy..

- W takim razie.. Mogę dzisiaj nie iść do szkoły?- spytała prosto z mostu

- Chodź na dół, pogadamy przy posiłku.- przypomniał.

Zeszli na dół. Evan zrobił jajecznicę z ostrą papryką i szynką. Usiedli przy stole i zaczęli jeść. Jedli w milczeniu, zupełnie zapominając, że mieli ze sobą rozmawiać.

- Na którą masz dzisiaj do szkoły?- spytała cicho Cory.

- Na dziesiątą, a czemu pytasz?

- Myślałam, że zrobie sobie wolne, ale jak na złość, nie dałeś mi, ponieważ masz na dziesiątą, a ja na siódmą.

- No to zbieraj się! Za czterdzieści minut masz lekcje.- powiedział wyganiając ją z kuchni.

- Ale czekaj! Ja..- nie dokończyła.

Założył jej plecak na plecy i wygonił na klatkę. Szeroko otworzyła oczy ze zdziwienia. Nigdy się tak wobec niej nie zachowywał. Wyszła z klatki na dwór. Kolejne zaskoczenie!

- Cześć.- powiedział czarnowłosy chłopak.

- Heej.- odpowiedziała nie pewnie.- Co tutaj robisz?- spytała kierując się w jego stronę.

- Czekam na kuzynkę.- odrzekł przeczesując sobie włosy ręką.

- Wiesz. Jeżeli nie masz zamiaru iść do szkoły, to ja już pójdę, bo jestem spóźniona.- spojrzała na swój zegarek. -Piętnaście minut do dzwonka!- krzyknęła i zaczęła biec przez park.- Na razie!

Biegła dość długo. W końcu udało się jej znaleźć poprawną drogę i wbiegła do klasy minutę przed dzwonkiem. Usiadła za różowo włosą dziewczyną i blondynem w okularach. Za nią usiadł, całkiem przystoiny brunet z blondynem z fioletowym pasemkiem.

- Corey.-szepnął Odd. Szybko sie odwróciła.- To jest Ulrich.- podniosła tylko rękę na znak przywitania i odwróciła się do tablicy gdyż do sali weszła pani Hertz.

Lekcje dłużyły się niemiłosiernie długo. Kiedy zabrzmiał dzwonek na przerwe obiadową odetchnęła z ulgą. Po posiłku miała mieć jeszcze wf, ale nie zdawała sobie sprawy, że nauczyciel wychowania fizycznego jest bardzo wymagający. Usiadła sama przy jakimś stoliku w koncie i zaczęła jeść swoje klopsiki. Odruchowo spojrzała w prawo. W jej strone zbliżał się czarnowłosy chłopak.

- Co siedzisz tak sama?- spytał kiedy usiadł naprzeciwko niej

- Już teraz nie sama.- zaśmiała sie.- A tak do rzeczt. To z kim miałabym siedzieć, jeśli nikogo nie znam?

- Na przykład z nami.-pokazał na jeden ze stolików gdzie siedzieli dwaj blondyni, jeden brunet i dwie dziewczyny. Różowo włosa i czarno włosa.

- Wiesz.. nie jestem przekonana, a zresztą zaraz koniec przerwy więc po co?-  spytała Corey

- Żebyś nie siedziała sama.

- Sory. Zaraz mam wf, a musze sie jeszcze przebrać.-powiedziała wstając od stołu.-Może innym razem.

Odłożyła tace na miejsce i ruszyła ku drzwią prowadzącym na korytarz. Szła dobre pięć minut. Chciała otworzyć drzwi, ale usłyszała czyjeś krzyki, a chwile potem przebiegającego koło niej chłopaka. Spojrzała na niego dziwnie.

- Ta szkoła jest dziwna!- powiedziała do siebie. Kilka sekund potem zobaczyła dziwne małe zwierzątko z dziwnym znakiem pośrodku.- Jej.. zwierzęta tutaj też są dziwne..

Weszła do szatni, w której przebierała się klasa IId czyli ich i IIIa czyli klasa czarnowłosej japonki. Weszła niepewnie i rozejrzała się szukając wolnej ławki.

- Chodź, możesz usiąść koło mnie.- powiedziała różowo włosa dziewczyna.

- Dzięki.- uśmiechnęła się promiennie.- Nie wiedziałam, że we Francji są takie dziwne zwierzęta..

- Jakie zwierzęta?- spytała niepewnie

- No takie małe, dziwne, z czymś dziwnym..

Aelita spojrzała na japonkę potem na Corey.

- Wiesz co, my zaraz wrócimy.- powiedziała Aelita łapiąc czarnowłosą za nadgarstek i wyszły z szatni.

- Oczywiście. Jak zawsze.- powiedziała i usiadła zrezygnowana na ławce.

Usłyszała dzwonek na lekcje, a była jeszcze nie ubrana. Wszystkie dziewczyny wyszły z szatni. Zaczęła ubierać się w niebieskie krótkie spodenki i niebieską koszulkę na rękaw. Chciała wyjść na zewnątrz, ciągnęła klamkę.

- Ej, no.. zamknęły mnie w szatni!- wystraszyła się.

Zaczeła rozglądać się dookoła. Klucz wisiał normalnie na wieszaku. Zaczęła szarpać mocniej klamkę. Nagle coś czarnego mignęło jej przed oczami. Odwróciła się i zobaczyła, że cały pokój był zalany czarnym dymem. Podeszła bliżej. W środku dymu zobaczyła ten sam znak co miał ten zwierzak. Dym formował się w człowieka z dymu. Zauważyła na jego twarzy szyderczy uśmiech.

- Co? Co się tak lampisz?- spytała zadziornym głosem

- Zabawa dla twoich przyjaciół dopiero się zaczyna.- zaśmiał się

- Nie mam.. przyjaciół.- powiedziała Corey.

- Dla Ciebie też kochaniutka.- i dotknął jej ramienia.

Zaczęło parzyć i szczypać. Krzyknęła głośno i osunęła się na ziemie. On dalej trzymał ją w tym miejscu. Kiedy puścił jej rękę na tym miejscu widniał znak, który wyglądał jak tatuaż. Wyglądał tak samo jak ten znak, który miał on..

 

02. Nieudany dzień

Dodano 20 listopada 2014, w Bez kategorii, przez Corey

Minął już tydzień odkąd Corey przeprowadziła się z mamą i bratem do Francji. Nadal nie mogła się za klimatyzować w nowym państwie. Najgorsze było to, że dzisiaj blondynka miała iść do nowej szkoły i poznać nowych przyjaciół. Niechętnie wstała i ruszyła do łazienki. Umyła włosy, zęby i ubrała się w swoją ulubioną bluzę i dżinsy. Zeszła do kuchni na śniadanie. Była sama w domu.

- Mama poszła pewnie do pracy, a Evi do szkoły.- mówiła sama do siebie.

Otworzyła lodówkę wyjmując ser i paprykę. Pokroiła ją w paski. Na stole położyła dwie kromki chleba i zaczęła smarować je masłem. Na posmarowany kromki położyła ser, a na ser pokrojoną paprykę. Zjadła szybko susząc włosy. Wyjęła swój plecak z szafy i zaczęła pakować swoje książki, z myślą, że niestety dzisiaj musi iść do nowej szkoły, gdzie zupełnie nikogo nie zna. Rozczesała włosy i zaczęła ubierać swoją dżinsową kurtkę. Założyła plecak na ramie i ruszyła ku szkole. Zaczęła się gubić. Nie wiedziała czy na pewno dobrze idzie, i czy nie spóźni się na lekcje.

- Ej.. Sorka.- zaczepiła jakąś dziewczynę z czarnymi włosami.- Wiesz może.. którędy do internatu?- spytała brązowooka

- Jesteś nowa?- spytała czarnowłosa dziewczyna. Praktycznie nawet jej ubrania były czarne.

- Niestety.. więc, powiesz mi?- spytała niepewnie Corr.

- Jasne, chodź. Zaprowadzę Cię. Też tam idę.- zaczęły kierować się we właściwy kierunku.

- A tak właściwie.. to ty chyba nie jesteś francuzką.-odezwała się nieśmiało dziewczyna z niebieskimi pasemkami.

- Racja, nie jestem. Jestem japonką, a ty chyba też nie jesteś z..- nie dokończyła

- Jestem z Holandii.

Dość szybko doszły do szkoły. Pożegnały się przy wejściu i każda ruszyła w swoją stronę.

- Ta czarnowłosa dziewczyna jest nawet miła..- myślała.- Zapomniałam spytać się jej, jak ma na imie.- powiedziała na głos z wyrzutem.

Znowu się zgubiła. Nie mogła uwierzyć, że to wszystko przytrafia się akurat jej. Po niespełna pięciu minutach zauważyła jego. Czarnowłosego chłopaka, który zagadał ją na klatce schodowej na przeciwko jej klatki

- Hej..!- krzyknęła podbiegając do chłopaka.

- Cześć.- odpowiedział.- Jednak chodzisz tu do szkoły?

- Tak, ale.. chyba się trochę.. zgubiłam.- powiedziała lekko się rumieniąc.

- To nic.- powiedział i złapał ją za ramię.- Zaprowadzę Cię na pierwszą lekcje. Co masz?- spojrzała na swój plan lekcji

- Matematykę z panią Meyer..

- O, chodzisz do tej samej klasy co moi przyjaciele..

- Jeej.- powiedziała nie pewnie.- A ty dlaczego nie chodzisz z nimi do klasy?

- Jestem o rok starszy!- powiedział i się roześmiał.- Gdybym nie zdał to może..

- A więc? Zaprowadzisz mnie?- pytała zniecierpliwiona.

Ruszyli przed siebie. Przeszli przez jeden korytarz skręcając w prawo, potem skręcili w lewo i już było widać pełno osób pod klasą oczekujących dzwonek.

- To tutaj.- pokazał ręką na moją klasę.

- Hej William.- powiedział blondyn z fioletowym pasemkiem.- Uuu, a co to za dziewczyna?- spytał wertując Cory wzrokiem

- Jestem Corey Ewans.- przedstawiła się szybko.- I jak widać, będę chodzić z wami do klasy.

- Jestem Odd, Odd Delle Robia, jedyny w swoim rodzaju.

- Cześć, co to za zamieszanie.- podeszła do nich różowo włosa dziewczyna z jakimś blondynem w okularach. Corr uderzyła się w czoło.

- Jestem Corey i będę chodzić z wami do klasy.- powtórzyła nudną gadkę.

- Aelita Stones.- przedstawiła się różowo włosa

- Jeremi Belpoi.- powiedział patrząc na blondynkę. Nagle rozbrzmiał się dzwonek na lekcje

- Skoro jesteś nowa, pewnie potrzebujesz pomocy.- powiedziała dziewczyna w różowej sukience

- Nie potrzebuje pomocy.-powiedziała i weszła do klasy.

Minęła ostatni godzina lekcyjna. Corey zaczęła kierować się ku bramie szkoły. Szła parkiem wolnym krokiem patrząc na zachmurzone niebo. Jej pierwszy dzień szkoły okazał się bez sensu. Po chwili z nieba zaczął padać gęsty deszcz

- Czy tylko ja musze mieć takiego pecha?- spytała patrząc na szybko spadające krople deszczu. Szybko biegła do domu, ale niestety komuś też sie śpieszyło.

- Ej, uważaj trochę!- krzyknęła blondynka

- Lepiej ty uważaj, pudernico!- powiedziała czarnowłosa dziewczyna.

- Coś ty powiedziała?- krzyknęła rozwścieczona.- Słuchaj, nie mam ochoty na rozmowę z tobą.- powiedziała i ruszyła ku swojemu blokowi.

Weszła do klatki sprawdzając skrzyknę pocztową. Nic nie było, więc zaczęła kierować się na górę wyciskając swoje włosy. Wyjeła klucze z kieszeni swoich spodni. Weszła do domu. Rzuciła plecak do swojego pokoju i szybkim krokiem ruszyła do łazienki. Odkręciła zawór z gorącą wodą i pomału zaczęła wchodzić do wanny. Zamknęła oczy.

- Już nigdy nie wróce do tej szkoły.- powiedziała zanurzając się cała w wannie.

—————————————————————————————————————————–

Drugi rozdział jeszcze bez akcji, ale kolejny być może będzie lepszy.

PS. przypominam, że dopiero zaczynami ;)

-

 

01. Pierwszy dzień we Francji

Dodano 18 listopada 2014, w Bez kategorii, przez Corey

Siedziała naburmuszona na tylnym siedzeniu samochodu, ponieważ przednie zajmowała jej Mama Amanda i brat Evi. Patrzyła na krajobraz przesuwających się szybko drzew. Nie mogła uwierzyć, że zgodziła się na wyjazd do Francji. W Holandii miała przyjaciół..No może nie.. Praktycznie to nie miała nikogo, kto mógłby ją wspierać. Oparła głowę o okno, sięgnęła do swojej torby wyjmując MP4. Zaczęła przeszukiwać swoją playliste. Włożyła słuchawki do uszu i odpłynęła w głąb swoich marzeń. Zastanawiała się jak tam w ogóle będzie. Czy zostanie przyjęta dobrze, przez inne rówieśniczki?

- Corr.- ktoś wyrwał jej słuchawki z uszu.- Budź się, już niedługo dojeżdżamy.- powiedział starszy o dwa lata brat brązowookiej. Z niechęcią otworzyła oczy i przetarła je leniwie.

- Czy to na pewno było konieczne?- spytała zniesmaczona. Właśnie minęli jakąś restaurację, na którą blondynka spojrzała z obrzydzeniem.- Nie chce jeść żab, ni ślimaków.

- Spokojnie, to tylko do twojej pełnoletności.- powiedziała mama Ewans uważnie patrząc na drogę. Jechali jeszcze czterdzieści minut, aż w końcu wjechali na teren z blokami.

- Czemu musimy mieszkać w domu piętrowym?- spytała Corey.

- To chwilowe, muszę zarobić więcej pieniędzy. Kiedyś znajdziemy lepsze mieszkanie. Na razie to musi starczyć.- odpowiedziała ciemnowłosa kobieta.- Niedługo pójdziesz do nowej szkoły, a trzeba kupić Ci jeszcze książki.

- No wiem, ale.. mogliście się  bardziej postarać..

- Stąd jest kilka metrów do skateparku.- odezwał się Evigiusz.- Zresztą, jak już trzeba będzie to pójde do pracy..

- Nie, najpierw skończ szkołe.- wtrąciła się Amanda.- Ty też młoda panno. Wtedy porozmawiamy o wyprowadźce.

- Ale wtedy będę już pełnoletnia!- bulwersowała się blondynka. Wyszli z samochodu i powoli zaczęli rozpakowywać soje bagaże.- Chociaż wiadomo, które to piętro?

- Drugie.- Corey westchnęła wzięła swoje torby i ruszyła ku niebieskiemu blokowi. Weszła do klatki. Pomału stawiała kroki na schodach, żeby się nie przewrócić. Było widać po niej, że jest zawiedzona. Weszła na odpowiednie piętro, ale był jeden problem. Nie spytała mamy, jaki mają numer mieszkania. Położyła troby z impetem na ziemie i usiadła na schodach. Czekała na swoją rodzicielkę i starszego brata ponad pół godziny

- Gdzie oni są?- spytała sama siebie. Wyjrzała przez małe klatkowe okienko. Zauważyła, że rozmawiają z jakimiś ludźmi. Podeszła zrezygnowana do swoich toreb. Po chwili jedne z drzwi się otworzyły. Stanął w nich dość wysoki czarnowłosy chłopak. Spojrzał na nią dziwnie.

- Widzę, że nowa?- spytał chłopak pokazując głową na jej bagaż. Pokiwała niepewnie głową.

- Wprowadziłam się tutaj z mamą i bratem.. – zaczęła.- Znaczy jeszcze nie. Słuchaj wiesz może..- nie dokończyła ponieważ zdawała sobie sprawę, że pytanie o to, które mieszkanie jest ,,wolne” może wydawać się bardzo dziwne.

- Te drzwi po lewej.- powiedział zielonooki.- William jestem.- przedstawił się, wyciągając rękę do blondynki z niebieskimi pasemkami.

- Corey.- powiedziała również wyciągając rękę. Uścisnęli się.- Mieszkasz tutaj?- spytała po chwili.

- Nie. Przyszedłem do mojej cioci z rodzicami.- wzruszył oczami.- Mieszkam w internacie Kadic.

- Ale czekaj.. Chyba czegoś nie rozumiem. Jak to mieszkasz w szkole? Przecież powiedziałeś, że jesteś z rodzicami, a rodzice nie mogą mieszkać w.. internacie.- zakończyła Cory z dziwną miną.

- Źle mnie zrozumiałaś. Rodzice przyjechali tylko na chwile. Potem wyjeżdżają do Anglii. Dlatego zostaje w internacie..

- Nie zabierają Cie do domu?- pytała dalej

- Nie, ponieważ mam tutaj przyjaciół.. A zresztą chce skończyć szkołę.- powiedział. Dziewczyna usiadła na schodach wykopując torby w kont. Usiadł koło niej.- Ty też będziesz chodzić do Kadic?

- Nie wiem gdzie mama mnie zapisała. Czyli mówisz, że pochodzisz z Anglii?

- Tak, a ty skąd jesteś?

- Z Holandii.- odpowiedziała krótko.- Lepiej będzie jak już pójdę, muszę odpocząć.-wstała i wzięła swoje torby.  Wyjęła klucze z kieszeni i otworzyła lewe drzwi. Bez zawahania weszła, ale ich nie zamknęła.- Miło było Cię poznać, William.- i wtedy zniknęła w głębi swojego nowego domu. Zaklepała sobie największy pokój z myślą, że  potrzebuje dużo prywatności. Położyła się na podłodzę, gdyż łóżko było jeszcze chwilowo nieosiągalne. Wyjęła komórkę i zadzwoniła do swojego taty Dana. Odebrał po trzech sygnałach

- Co jest kochanie?- spytał męski głos.

- Kiedy przyjedziesz?- spytała płaczliwym głosem.- Nie wyobrażam sobie życia we Francji.- krzyczała do słuchawki.

- Nie przesadzaj. Pójdziesz do szkoły i poznasz przyjaciół. Bedzie dobrze.- pocieszał ją ojciec.

- Każdy tak mówi!.- krzyknęła głośniej i rozłączyła się. Samotne łzy smutku zaczęły spływać jej po bladych policzkach. Zamknęła oczy, i nawet nie zauważyła kiedy, zasnęła na brudnej, zakurzonej podłodze.

——————————————————-

Cześć jestem Corey. To moje pierwsze opowiadanie, jak się podoba? Myślę, że nastempnym razem będą bardziej udane. Jeżeli chcecie dowiedzieć się czegoś więcej o bohaterce, możecie wejść w zakładki Corey Ewans ;)